azłam pani zdjęcie w pudełku po butach. Z listami. Nieotwartymi. Leżały u jego matki do śmierci.
Zrobiło mi się gorąco.
– Jakie listy?
– Pani. Dwa. I jeszcze kartka na święta. Potem jeden jego, chyba nigdy niewysłany.
I wtedy już naprawdę nie wiedziałam, czy mam płakać, czy wyjść. Bo nagle okazało się, że przez tyle lat nosiłam w sobie wersję, że zostałam nieważna, że można mnie tak po prostu odstawić jak kubek. A tu wychodzi, że ktoś przy tym grzebał. Tylko zaraz obok stała druga prawda: on dorósł, ożenił się, miał dziecko i dalej nic ze mną nie zrobił. Żadnego „przepraszam”, żadnego „było jak było”. Nic.
– A gdzie on jest teraz? – spytałam.
– W Puławach. Mieszka sam. Po rozwodzie. Ma kontakt z córką. Zawał miał rok temu.
To mnie ścięło. Nie wiem czemu. Może dlatego, że w głowie dalej miałam chłopaka w dżinsowej kurtce z giełdy.
Aneta wstała, wyjęła z szuflady kopertę.
– To ten list. Ja go nie czytałam całego. Tylko początek. Uznałam, że jak już pani przyszła, to może powinna go pani zabrać.
Nie wzięłam.
Serio. Patrzyłam na tę kopertę i nie mogłam dotknąć. Bałam się, że tam będzie coś banalnego. Albo jeszcze gorzej, coś czułego, ale spóźnionego o ćwierć wieku. Jedno i drugie byłoby nie do zniesienia.
– Nie chcę – powiedziałam.
– Jest pani pewna?
– Nie. Ale nie chcę.
Wróciłam potem do mieszkania ciotki, otworzyłam komodę, znalazłam akty notarialne, książeczkę opłat z SM, stare rachunki za gaz. Normalne rzeczy. Zadzwonił Darek i spytał, czy zdążę na Intercity.
– Chyba tak – powiedziałam.
– Wszystko okej? Dziwnie brzmisz.
I wtedy skłamałam.
– Tak, po prostu jestem zmęczona.
W pociągu myślałam o tym, że może całe życie byłam wierna nie człowiekowi, tylko wersji wydarzeń. Tej, w której to ja zostałam skreślona i musiałam się z tym jakoś pozbierać. A prawda okazała się gorsza i głupsza zarazem: trochę zawiniła matka, trochę on, trochę może los, ale finał i tak jest ten sam. Nie ma żadnego drugiego życia, które na mnie czekało za rogiem. Jest to moje, obecne. Zwykłe, czasem męczące, ale moje.
Tylko do dziś nie wiem, czy dobrze zrobiłam, nie biorąc tego listu. Może człowiek powinien takie rzeczy domykać, a może właśnie nie ruszać, jak już tyle lat przeleżało. Co wy byście zrobili na moim miejscu?