Dwa słowa wpatrywały się we mnie:
UCIEKAJ TERAZ
Puls walił mi jak młotem.
Uciekaj… przed kim?
Wsadziłem karteczkę za bluzkę i próbowałem uspokoić oddech. Nadine podniosła wzrok, gdy dotarłem do samochodu.
„Wszystko gotowe, mamo?”
„Tak” – powiedziałem spokojnym głosem. „Chodźmy do domu”.
Piętnastominutowa jazda ciągnęła się jak godzina. Zimny wiatr za oknem ledwo dawał o sobie znać. Słowa UCIEKAJ TERAZ wciąż rozbrzmiewały w moim umyśle.
Coś było nie tak. Strasznie nie tak.
Dom, który powinien być bezpieczny
Kiedy wjechaliśmy na podjazd, poczułem dreszcz przerażenia.
Drzwi wejściowe były otwarte.
Złapałem Nadine za ramię. „Zostań na zewnątrz. Pozwól mi najpierw sprawdzić”.
Skinęła głową, choć na jej twarzy malowało się zdziwienie.
Otworzyłem drzwi i zamarłem.
W salonie panował chaos – szuflady były otwarte, papiery walały się jak płatki śniegu, szafka z ważnymi dokumentami stała szeroko otwarta.
Ale najgorsza część…
Sejf w kącie był otwarty.
Na oścież.
Moje kolana osłabły. Sięgnąłem do ściany, żeby się utrzymać.
A pośrodku pokoju stała Nadine.
Spokój. Nieruchomość. Niemal niepokojąco opanowany.
Jej oczy spotkały się z moimi — zimne, ostrożne, skrywające coś, czego nie potrafiłem nazwać.
„Mamo…” Jej głos był ochrypły. „Wreszcie jesteś.”
Strach przebiegł mi po skórze. „Co… co się dzieje?”
Wzięła głęboki oddech. „Ktoś wszedł do domu”.
Jeszcze raz rozejrzałem się po pokoju. „Skąd wiedziałeś? I dlaczego byłeś w środku?”
Położyła stos kopert na stole. „Powinieneś je zobaczyć.”
Otworzyłem górną kopertę.
Powiadomienia o długach.
Wszystko na nazwisko Mitchella .
Serce ścisnęło mi się boleśnie. „Co… co to jest?”
Nadine usiadła, jej oczy były lekko zaczerwienione. „Wczoraj wieczorem Mitch wrócił późno do domu. Myślałam, że śpi… ale znalazłam go grzebiącego w szafce na górze. Wyglądał… na zdesperowanego”.