— Tylko na papierze.
— Za mężczyznę w więzieniu?
— Tak.
— Sprzedałaś się, żeby utrzymać mnie w szkole?
— Zrobiłam to, żebyśmy mieli dach nad głową.
— To nie jest odpowiedź.
— To jedyna odpowiedź, jaką mam.
Jego gniew zniknął i zamienił się w coś jeszcze trudniejszego do zniesienia.
— Mogę znaleźć pracę.
— Skończysz szkołę, Owen. To jest najważniejsze.
— Sadie, proszę.
— Nie. Zdajesz maturę. Wyjeżdżasz. I stajesz się kimś, kogo żadna bogata kobieta nie będzie mogła wycenić.
Odwrócił wzrok szybciej niż ja.
Wtedy wiedziałam, że zrozumiał.
Ślub odbył się za porysowaną szybą.
Jonah siedział naprzeciwko mnie w beżowym więziennym mundurze. Wyglądał na wychudzonego i zmęczonego.
— Nie musisz udawać, że jestem dobrym człowiekiem — powiedział.
— Dobrze, bo nie jestem aż tak hojna.
Spodziewałam się arogancji, goryczy albo gniewu.
Zamiast tego zobaczyłam poczucie winy.
— Wziąłem pieniądze — powiedział. — 18 tysięcy dolarów z konta fundacji z ograniczonym przeznaczeniem. Moje środki powiernicze zostały zamrożone, kiedy mój ojciec zachorował, a ja nazwałem to pożyczką z własnej przyszłości.
— To elegancki sposób, żeby powiedzieć, że ukradłeś.
— Tak — odpowiedział. — Tak właśnie jest.
— Ale nie wziąłem tych 600 tysięcy dolarów, o które mnie oskarżyli — dodał. — To zrobił Dean.
— Kto to?
— Mój kuzyn. Przelał większą kwotę, sfałszował mój podpis i pozwolił, żeby mój mniejszy błąd sprawił, że łatwo było mnie obwinić.
— Dlaczego pozwoliłeś im cię pogrzebać?
Jonah spojrzał w stronę strażnika.
— Bo już wystarczająco siebie nienawidziłem, żeby uwierzyć, że na to zasługuję.
Więc podpisałam dokumenty.
On również.
I tak oto miałam męża — oraz pieniądze wystarczające na opłacenie czynszu.