„To Robert” – powiedział. „A Emma jest z nim”.
Prawie się roześmiałem.
Oczywiście, że tak.
Tom zaprowadził ich do salonu.
Emma wyglądała teraz na nieswojo, czego nie było na ślubie. Jej pewność siebie zdawała się być stworzona do blasku świec, a nie do konsekwencji. Z bliska, w salonie Toma, pełnym książek, wyglądała na czterdziestodwuletnią, zmęczoną i wcale nie tak pewną siebie, jak w czerwonej sukience. Jej krótkie brązowe włosy były oklapnięte, a szminka prawie się starła. Robert natomiast wyglądał na wściekłego. Wcześniejsza panika przerodziła się w gniew, który był jego najstarszą i ulubioną formą samoobrony.
„Margaret, to szaleństwo musi się natychmiast skończyć” – powiedział. „Odmroź konta. Możemy o tym porozmawiać jak dorośli”.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, Michael wstał i stanął między mną a swoim ojcem.
„Może powinnaś była zachować się jak dorosła osoba, zanim ogłosiłaś swój romans na moim weselnym obiedzie”.
Robert wyglądał na zaskoczonego, jakby w jakiś sposób zapomniał, że Michael jest już mężczyzną i nie jest już tylko dodatkiem do rodzinnego portretu.
„Michael, ciebie to nie dotyczy.”
Michael zaśmiał się z niedowierzaniem.
„Nie dotyczy mnie to? Wysadziłeś naszą rodzinę w powietrze na oczach wszystkich, których znam, a mnie to nie dotyczy?”
Emma dotknęła rękawa Roberta.
„Rob, może powinniśmy iść.”
Szarpnął ręką, cofając ją.
„Nie. Nie wyjdę, dopóki Margaret nie zgodzi się zachować rozsądnie”.
Tom skrzyżował ramiona.
„Z mojego punktu widzenia” – powiedział – „Margaret wydaje się jedyną rozsądną osobą w tym domu”.
Pozostałem na miejscu.
To chyba było dla nich wszystkich najdziwniejsze. Przez lata byłam rozjemczynią. Kobietą, która łagodziła święta, łagodziła urazy i dbała o to, żeby nikt nie był wściekły na tyle długo, by zepsuć Święto Dziękczynienia. Byłam w tym bardzo dobra. Byłam też zmęczona.
„Konta pozostaną zamrożone do rozprawy” – powiedziałem. „To za trzy dni. Wtedy sędzia będzie mógł się zająć twoimi uczuciami”.
„Trzy dni?” – wyjąkał Robert. „Co mam robić przez trzy dni?”
„Masz swoje konto osobiste” – przypomniałem mu. „To, które po cichu zasilałeś przez ostatni rok”.
Emma zwróciła się do niego.
„Masz osobne konto?”
W pokoju zapadła cisza, która nabrała zupełnie nowego wymiaru.
„Ile pieniędzy?” – zapytała.
Robert ją zignorował.
„To zemsta, Margaret. To do ciebie niepodobne.”
„Może nigdy nie poznałeś prawdziwego mnie” – powiedziałem. „Tak jak ja najwyraźniej nigdy nie poznałem prawdziwego ciebie”.
Michael zwrócił się do Emmy.
„Czy wiedziałeś, że zamierza ogłosić to na moim ślubie?”
Miała na tyle przyzwoitości, żeby wyglądać na zawstydzoną.
„Myślałam, że porozmawia z twoją matką na osobności” – powiedziała. „To publiczne spotkanie dziś wieczorem… nie wiedziałam o tym”.
Robert rzucił jej wściekłe spojrzenie.
No i stało się, pomyślałem. Pierwsze pęknięcie.
Tom ruszył w stronę drzwi.
„Myślę, że oboje powinniście wyjść.”
Robert zwrócił się ku niemu.
„Zawsze stajesz po jej stronie.”
Tom nawet nie mrugnął.
„Staję po stronie tego, kto nie okrada rodziny i nie upokarza swojej żony na ślubie swojego syna”.
Twarz Michaela stwardniała w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem.
„Mówiłeś, że masz mało pieniędzy” – powiedział do ojca. „Mówiłeś, że nie możesz więcej pomagać w szkole, bo sytuacja jest napięta. Pracowałem na dwóch etatach. Ashley i ja oszczędzaliśmy na wszystkim. A ty przez cały ten czas przekładałeś pieniądze na nowe życie?”
Robert otworzył usta.
„To nie jest—”
„Dokładnie tak się stało” – powiedział Michael. „Proszę, wyjdź, tato. Nie mogę teraz na ciebie patrzeć”.
W pokoju zapadła cisza.