Ale Marina nie wiedziała, jak uciec. Zawsze robiła wszystko „zgodnie z oczekiwaniami”. Tak właśnie żyła – cicho, ostrożnie, bez skandali. Aż do momentu, gdy jej teściowa uznała, że umie zarządzać cudzym majątkiem.
Kilka dni później Galina Pietrowna pojawiła się ponownie.
Weszła jak u siebie: nie dzwoniła dzwonkiem ani nie pukała – otworzyła drzwi kluczem. Marina naiwnie zostawiła jej ten klucz jakiś czas temu, „na wszelki wypadek”. Teraz sama wpakowała się w kłopoty.
„O, jesteś w domu!” – teściowa położyła torbę na podłodze. „Myślałam… Chodź, pokażę ci listę”.
„Jaka lista?” zapytała zaniepokojona Marina.
„To tylko drobiazgi – zadzwoniła moja siostra i zapytała, co mamy w mieszkaniu. Już się domyśliłem – łóżko, szafa, lodówka… No cóż, w zasadzie ma wszystko. Muszę tylko kupić świeżą pościel i ręczniki. Twoje są już stare, prawda?”
„Galina Pietrowna” – Marina położyła dłoń na stole, żeby powstrzymać jego drżenie – „zaczynasz od nowa?”
„Co się stało?” wzruszyła ramionami. „Ludzie przyjdą, musimy się przygotować. Czemu zachowujesz się jak jeż?”
„Bo nikomu nie pozwoliłam mieszkać w tym mieszkaniu!” Marina podniosła głos. „To moja decyzja i proszę, uszanujcie ją!”
Teściowa prychnęła.
— Decyzja… Zajmujesz się polityką czy czymś takim, podejmujesz decyzje? Jesteśmy rodziną, a nie zebraniem!
Marina poczuła, że coś w niej wrze.
— Rodzina jest wtedy, gdy się konsultujesz, a nie wtedy, gdy zostajesz postawiony przed faktem dokonanym!
„No, daj spokój” – teściowa machnęła ręką. „Życzymy ci tylko wszystkiego najlepszego. A Sierioża nie ma nic przeciwko”.
„Co Sierioża ma z tym wspólnego?” Marina skrzyżowała ramiona. „To moje mieszkanie. Nie jego, nie twoje. Moje.”
„No to zaczynamy” – westchnęła Galina Pietrowna. „Odziedziczyła coś i od razu została królową. Posłuchaj, Marinka, ludzie ci współczuli, kiedy poznałaś Sieriożę. Biedna dziewczyna, nic własnego, tylko jeden pokój, stara sofa… A teraz zobacz, jaka stała się ważna!”
Marina zacisnęła zęby.
– Nigdy cię o nic nie prosiłem.
„Kto ci co mówi!” – wściekła się Galina Pietrowna. „Ale musisz zrozumieć, gdzie mieszkasz! Jesteśmy rodziną, a nie sąsiadami zza ściany. Jeśli twoja rodzina potrzebuje pomocy, musisz jej pomóc”.
„A co, jeśli będę potrzebowała ciszy?” – zapytała ostro Marina. „Kto mi pomoże?”
Teściowa na sekundę zamarła, po czym zacisnęła usta.
„Więc to mieszkanie jest jasne, że jest złe. Zmienia ludzi. Byłaś normalną dziewczyną, a teraz jesteś prawdziwą damą”.
Marina odwróciła się i weszła do pokoju. Nie chciała już niczego słuchać. Ale Galina Pietrowna nie miała zamiaru wychodzić. Szła za nią jak duch, nie przestając narzekać:
– Ty niewdzięczniku… Przyjęliśmy cię jak swojego, a ty teraz kręcisz nosem… A tak w ogóle, twoja siostra już z mężem ogląda bilety, a ty tu wpadasz w furię…
Marina się zatrzymała.
„Niech nie patrzy” – powiedziała chłodno. „Nikt ze mną nie zamieszka. Kropka”.
„Tak myślisz” – powiedziała teściowa, po czym głośno chwytając torbę, wybiegła za drzwi.
Siergiej wrócił do domu tego wieczoru. Był zmęczony, miał cienie pod oczami i śmierdział benzyną – ciągle pracował po godzinach. Zdjął marynarkę, usiadł na sofie i zapytał: „Co się stało?”.
— Znów pokłóciłaś się z mamą?
Marina skinęła głową w milczeniu.
„I co teraz?” zapytał ze zmęczeniem. „Znowu nie rozmawiasz?”
— Ona chce, żeby jej siostra i jej mąż mieszkali w moim mieszkaniu. Bez mojej zgody.
„Cóż, może tylko na jakiś czas, dopóki nie znajdą czegoś własnego?” – powiedział ostrożnie Siergiej.
Marina patrzyła na niego przez dłuższą chwilę.
– Więc ty też tak myślisz?
Podrapał się po tyle głowy.
– No cóż, po prostu… są krewnymi. Nie są obcymi.
„Nie są ci obcy” – odpowiedziała ostro. „Są mi obcy. A nawet gdyby nie byli, niczego by to nie zmieniło”.
„Nie przejmuj się tak” – uniósł ręce. „Pomyśl tylko. Mama już im wszystko powiedziała. Nieładnie byłoby teraz odmówić”.
Marina roześmiała się, ale bez radości.