„Miła teściowa przyniosła mi herbatę do łóżka. Myślałam, że chce mnie otruć, ale prawda okazała się gorsza” |
Część 2 — Herbata nie miała mnie zabić, tylko zrobić ze mnie wariatkę
Stałam przy kuchennym stole i nie oddychałam.
Krystyna była za ścianą, w swoim pokoju, a jej głos dochodził przez uchylone drzwi tak wyraźnie, jakby siedziała obok mnie.
— Nie przesadzam — mówiła. — Ona jest coraz bardziej podejrzliwa. Wczoraj powiedziała, że ją truję. Słyszysz? Truję. To trzeba było nagrać.
Pauza.
Pewnie Paweł coś odpowiedział.
— No to ją sprowokuj jeszcze raz. Jak zacznie krzyczeć, włącz dyktafon. Takie rzeczy się przydadzą. Przecież sam mówiłeś, że mieszkanie musi zostać przy tobie.
Mieszkanie.
Nagle wszystko ułożyło się w jedną brudną całość.
Nasze mieszkanie w Krakowie, na Ruczaju, kupione trzy lata po ślubie. Wkład własny pochodził głównie z moich oszczędności i pieniędzy po babci. Paweł zawsze powtarzał:
— Po co ci oddzielne papiery? Jesteśmy rodziną.
A ja ufałam.
Głupia, zakochana, zmęczona wiecznymi kłótniami o jego matkę.
Później Paweł namówił mnie, żeby Krystyna zamieszkała z nami „na kilka miesięcy po operacji biodra”. Minął rok. Biodro już dawno nie było tematem. Krystyna zajęła pokój, kuchnię i powietrze między mną a mężem.
A teraz rozumiałam, że nie chodziło o herbatę.
Chodziło o mnie.