Pobiegł na lotnisko, desperacko próbując powstrzymać katastrofę, ale samolot już odleciał. Po raz pierwszy poczuł się bezsilny przed zamkniętymi drzwiami, patrząc, jak życie, które zawsze uważał za oczywiste, znika w mroku nocy.
Tymczasem siedziała spokojnie i w milczeniu w samolocie. Zamiast zapaść się pod ziemię, poczuła coś innego: ulgę. Jakby w końcu uciekła z miejsca, które dusiło ją od lat.
Nie była słaba. Przygotowała się na to.
I teraz odeszła, na zawsze.