Nie spokój. Nie cisza. Tylko ta cisza, która poprzedza zawalenie się budynku albo pęknięcie kości. Pamiętam tykanie zegara. Pamiętam zapach rozmarynu unoszący się z pieczeni. Pamiętam, że mój widelec wciąż się poruszał, bo zmusiłem się, żeby odkroić kolejny kawałek mięsa i podnieść go do ust.
Daniel zaśmiał się cicho. „To wszystko? Żadnych łez? Żadnego napadu złości?”
Przełknąłem powoli. „Powinieneś się przespać”.
Zmarszczył brwi, rozczarowany. Spodziewał się jakiejś sceny, może nawet miał na nią nadzieję. Łzy by go pocieszyły. Gniew utwierdziłby go w przekonaniu o swojej wartości. Moje milczenie go zaniepokoiło.
Poszedł za mną do kuchni, podczas gdy myłam talerz.
“Słyszałeś co powiedziałem?”
“Tak.”
“I?”
Zakręciłam kran i spojrzałam na niego po raz pierwszy od jego wyznania. „A jutro rano zrozumiesz, co słyszałam”.
Po raz pierwszy tego wieczoru jej uśmiech zniknął.
“Co to znaczy?”
Ale ja już to przeszłam.
Właściwie, kiedy Daniel wrócił do domu z uśmiechem na twarzy, wiedziałam już więcej, niż mu się wydawało. O 16:17 dyrektor ds. kadr w jego firmie omyłkowo do mnie zadzwonił, próbując się z nim skontaktować. Po kilku niezręcznych przeprosinach zrozumiałam, że to nie był romans.
Było to dochodzenie w sprawie niewłaściwego postępowania zawodowego.
Daniel nie spał tylko ze swoją szefową.
Został zwolniony w tym samym czasie co ona.