— „Papiery rozwodowe.”
Słowo to wpadło do pokoju niczym kamień do wody.
Cisza.
Hanh pozostała nieruchoma, nie mogąc zrozumieć tego, co właśnie usłyszała.
„Już je przygotowałem” – kontynuował spokojnie Khai.
„Pozostało tylko twoje podpisanie”.
Jej usta drżały.
Próbowała mówić, ale ból w gardle sprawił, że się skrzywiła.
Jej oczy powoli wypełniły się łzami.
— „Żartujesz…?”
Khai westchnął lekko, jakby cała sytuacja go znudziła.
– ” NIE. “
Skrzyżował ramiona.
— Już ci mówiłem, że nie chcę spędzić życia z chorą kobietą.
Każde słowo było zimne.
Mierzyć.
Odległy.
— „Nie chcę spędzić następnych kilku lat dźwigając ciężar”.
Hanh poczuł, jak ściska mu się serce.
Dziesięć lat.
Dziesięć lat małżeństwa.
Dziesięć lat miłości, projektów i poświęceń.
A wszystko to można sprowadzić do jednego słowa:
ciężar.
„Poznałem kogoś innego” – dodał Khai z lodowatą obojętnością.
„Chcę żyć życiem, jakiego naprawdę pragnę”.
Mówił tak, jakby omawiał kwestię zmiany telefonu.
Reszta na następnej stronie