I zaprosiła mnie na kawę.
Siedziałam na tej kanapie, piłam rozpuszkę z kubka w kwiatki i słuchałam, jak Halina opowiada o tym, że znalazła fachowca przez rodziców, bo „Jola ma znajomego Polaka w Bristolu, a dziesięć ma brata tutaj, no i wyszło”. Kiwałam głową. Czekałam, aż powie coś o pieniądzach. O moich pieniądzach.
Nie wiedziała.
Przez tydzień obudziłam się w nocy z myślą o tych dwóch tysiącach. To nie była kwestia sumy – chociaż suma nie była mała – ale kwestia czegoś, czego nie dotyczyło. Czułem się tak, jakby ktoś wyciął część z podłogi, po której chodziła od lat, w szczelinie.
powiedziałam Leszkowi. Wzruszonymi drogami. „Przypomnij jej.”
powiedzieć.
Spotkałam Halinę na klatce dwa dni później. Niosława Siatka z Biedronki. Uśmiechnęła się jak zawsze.
„Halina” – przewodniczyła. Głos mi się trochę załamał, więc odchrząknąłem. „Pamiętasz, że pożyczyłem ci w rozwiązaniu? Te dwanaście na prąd?”
Jej twarz została zraniona w ułamku sekundy. Nie w złość – w czymś rzeczywistym. W taki wyraz, jakby powiedział coś niestosownego. Mówiąc o pieniądzach, złamałam inną regułę.
„Małgośka, no później” – powiedział powoli. “Ale teraz nie mam, bo jestem odpowiedzialny, ile mnie te remonty. Jak będę mieć, oddam. Chyba mi wierzysz?”
poszłam. Z siateczką z Biedronki w jednej ręce i moimi dodatkowymi tysiącami w drugiej – niewidzialnej.
zacząłem ją używać. Wychodziłam rano wcześniej, wracałam później. Kiedy wymagane jest przejście na wejście, czekałam za drzwiami, aż do przejścia. Głupie? Pewnie tak. Ale nie umiałam na nią patrzeć bez tego spożycia w żołądku – połączenie złości i wstydu. Złość – bo mnie olała. Wstyd – bo pozwoliłem się olać.
W początkowej fazie Haliny przyjechała z Anglii na tydzień. Zobaczam ją na podwórku – ładną, opaloną, z walizkami na wózkach. Halina chodziła po klatce jak paw. „Jola przywiozła mi perfumy z Harrodsa” – powiedziała sąsiadce z drugiego piętra, na tyle głośno, usłyszała na swoim miejscu.
Któregoś wieczoru ktoś zapukał. Otworzyłam. Stała Jola – córka Haliny. Blondynka po czterdziestce, z oczu matki, ale z innych twarzy. Zmęczenie, może. Albo uczciwość.