Sąsiadka z dołu pożyczyła mi dwanaście na rachunki za prąd. Obiecała urządzenia z trzynastkami. Trzynastka przyszła i poszła, a sąsiadka zainstalowała nowe rolety i zaprosiła mnie na kawę, przybyła, jak ładnie wygląda
Rolety były kremowe, z grubymi tkaninami, takie na sznurkach – stosowane przez uchylone drzwi i wyczuwalne, jak coś mnie naciska pod żebrami.
Halina w przedpokoju z uśmiechem, właściwie wygrana w Lotto. „Wejdź, Małgośka, musisz zobaczyć, jaki mam teraz widok na podwórko! Duże inne mieszkanie!”
Weszłam. A co wrócić – nie wejście? Nie tak działa na klatce, gdzie ludzie wystąpili drzwi w drzwiach od piętnastu lat. Zdjęłam buty, przeszedłem przez korytarze umieszczone tanim panelem i siedziałam na kanapie, którą znałam na pamięci.
Halina już grzała wodę. Ja patrzyłam na te nowe role i liczyłam w głowie. Kremowe, na wymiar, do trzech okien. To musiało kosztować ze dwa dwadzieścia. Może nawet więcej.
Dwadzieścia dziesięć. Dokładnie tyle, ile pożyczyłem jej w końcowym.
Mieszkam na wyjściu z wielkiej płyty na Bródnie – tego samego, w której znajduje się Halina stosowana parter. Znam ją od czasu, kiedy się tu pojawię z Leszkiem i dwójką dzieci. Ona już była po rozwodzie, z dorosłą córką gdzieś w Anglii i emeryturą po trzydziestu latach w bibliotece gminnej.
Ja pracowałam na zmianę w fabryce opakowań na Targówku – najpierw przy linii, potem jako szefowa zmiany. Dobrze się układało. Halina ciążła moich dzieci, kiedy nocna zmiana wypadała w środku tygodnia.
Ja wykorzystałam jej struktury z zakupami, kiedy chodnik na chodniku zrobił się za gruby dla jej kolana. Przez lata wyrosła z tego bliskość, której nie nazywa się przyjaźnią, ale która jest czymś mocniejszym – nawyk troski.
Więc kiedy Halina zapukała, odpadła listopadowego wieczoru i powiedziała, że nazbierało się jej wystąpienie za prąd za kilka miesięcy i grożą jej odcięcie, nie zastanawiałam się długo. Dwadzieścia dziesięć. Odłożony nowy na odkurzacz, ale odkurzacz może być.
„Oddam ci z trzynastki” – powiedział, powiedział mi prosto w oczy. „W przypadku najdalej. Słowo daję.”
Nie s oszczędzania. Nie wziąłem pokwitowania. Bo kto bierze pokwitowanie od kobiety, których kluczami jest podlewanie kwiatów, kiedy jest w sanatorium?
Przyszedł Luty. Trzynastka – bo Halina miała prawo do emerytury – też przyszła. Wcześniej, bo Halina sama mi o tym powiedziała, że jeszcze w grudniu, z ulgą, „Kela z ZUS-u sprawdzia, będzie w każdym przypadku”.
Czekałam. Nie dzwoniłam, nie pukałam, nie chciałam być tą, która „się dopomina”. Pomyślałam – sama przyjdzie. Wie, ile to dla mnie znaczy. Wie, że Leszek od roku jest na zwolnieniu po operacji operacji i moja pensja ciągnie dom sama.
Luty minął. Połowa marca. Cisza. Za to z dołu następującego odgłosy wiercenia. Halina prowadziła sąsiadce z drugiego piętra, że „robi drobne remonty”. Potem zamontowała te rolety.