Jedno zdjęcie i dwadzieścia dziewięć wybitnych umysłów
Minęło szesnaście lat. Świat znany uczestnikom pierwszej konferencji Solvaya przestał istnieć. Przetoczyła się przez niego Wielka Wojna, upadły dawne imperia, a rozwój fizyki kwantowej zmienił sposób rozumienia materii i rzeczywistości.
W październiku 1927 roku najwybitniejsi fizycy ponownie przyjechali do Brukseli na piątą konferencję Solvaya. W spotkaniu uczestniczyło dwudziestu dziewięciu naukowców. Siedemnastu z nich miało już Nagrodę Nobla albo miało otrzymać ją w przyszłości.
Z konferencji zachowała się słynna fotografia przedstawiająca uczestników spotkania. W pierwszym rzędzie siedzą między innymi Max Planck, Maria Skłodowska-Curie, Hendrik Lorentz, Albert Einstein i Paul Langevin.
Maria, ubrana w ciemną, skromną suknię, siedzi z dłońmi opartymi na kolanach. Jest jedyną kobietą w całym gronie, podobnie jak podczas pierwszej konferencji w 1911 roku. Jej pozycja w świecie nauki była jednak już zupełnie inna.
Sojusz oparty na szacunku i lojalności
Przez lata, które minęły od listu wysłanego z Pragi, między Einsteinem i Curie powstała relacja oparta na wzajemnym zrozumieniu. Oboje wiedzieli, jak wygląda życie człowieka podziwianego przez tłumy, a jednocześnie atakowanego z powodu pochodzenia, poglądów lub tożsamości.
Kiedy po wojnie we Francji nasiliła się antyniemiecka wrogość i niechętnie przyjmowano niemieckich naukowców, Maria Curie publicznie opowiedziała się po stronie Einsteina. Zabiegała o jego prawo do wygłoszenia wykładów w Paryżu, choć mogło to narazić jej z trudem odbudowaną pozycję społeczną i polityczną.
Einstein z kolei wypowiadał się o Marii z ogromnym szacunkiem. Podkreślał jej bezpretensjonalność, brak fałszu i wyjątkową, klarowną inteligencję.
Łączyło ich porozumienie dwojga ludzi, którzy potrafili bronić się nawzajem wtedy, gdy lojalność wymagała odwagi. Nie potrzebowali wielkich deklaracji. Ich czyny wystarczały, aby pokazać, jak wysoko cenili swoje osiągnięcia i charaktery.