Paul podszedł do mnie i delikatnie ujął moją dłoń. Bez słów przypomniał mi, że nie jestem już sama.
Kilka chwil później szłam nawą kaplicy pod rękę z moim ojcem. Kiedy stanęłam przed Paulem, wyszeptał:
— Jesteś kobietą, do której mężczyzna powinien biec, nigdy od niej uciekać.
Podczas ceremonii zaskoczył wszystkich.
— Przyszedłem tutaj, aby podarować jej ślub, o którym zawsze marzyła. Ale po drodze przestała być tylko umową. Bycie przy niej stało się jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie mnie spotkały.
Goście mieli łzy w oczach.

Po ślubie Paul nie odszedł.
Został przy mnie podczas leczenia, wizyt u lekarzy, dni pełnych strachu i niepewności. Nasza przyjaźń powoli zamieniła się w głęboką i prawdziwą miłość.
Dziś piszę te słowa z oddziału opieki paliatywnej.
Paul wciąż jest przy mnie.
Sprawia, że się uśmiecham. Trzyma mnie za rękę i każdego dnia przypomina mi, że prawdziwej miłości nie mierzy się ilością czasu spędzonego razem, lecz gotowością, by zostać.
Nie wiem, ile czasu mi jeszcze zostało.
Ale wiem jedno.
Jestem naprawdę kochana.
I to wystarczy, aby moje serce wypełniło się spokojem