„Dobrze wiedzieć” – powiedziałem spokojnie. „Bo ten kompleks należy do personelu”.
Cisza była cięższa niż szum fal.
Daniel upuścił widelec.
Eleanor parsknęła suchym, niedowierzającym śmiechem. „Słucham?”
Przysunąłem krzesło i usiadłem.
„Proszę bardzo” – powiedziałem, rozkładając serwetkę. „Proszę. Chciałbym wiedzieć, co jeszcze twoim zdaniem do ciebie należy”.
Victor otrząsnął się pierwszy, odchylając się do tyłu ze znaczącym uśmiechem. „Maya, prowadzenie firmy jest bardziej skomplikowane, niż myślisz”.
„Bardzo” – odpowiedziałem.
Claire przewróciła oczami. „To żenujące”.
„Nie” – powiedziałem cicho. „To niedługo”.
Daniel złapał mnie za nadgarstek pod stołem. „Przestań”.
Patrzyłem na jego dłoń, dopóki jej nie cofnął.
Ten krótki wypad był bardzo wymowny.
Głos Eleanor stał się ostrzejszy. „Danielu, trzymaj żonę na dystans”.
Prawie się roześmiałem, nie dlatego, że było to zabawne, ale dlatego, że dawała mi dokładnie to, czego potrzebowałem.
Victor położył teczkę na stole. „Vale Capital uzyskało już wstępną zgodę na zakup tej nieruchomości. Właściciel jest gotowy. Transakcja zostanie sfinalizowana w ciągu trzydziestu dni”.
Wziąłem łyk wina. „Nie, nie uda ci się”.
Claire prychnęła. „A skąd to wiesz?”
„Ponieważ dziś rano odrzuciłem twoją ofertę.”
Przy stole znów zapadła cisza.
Uśmiech Victora stał się szerszy.
Wyjąłem z kieszeni czarną kartę magnetyczną – klucz główny zarządu – i położyłem ją obok swojej tabliczki.
Eleanor spojrzała na nią.
Potem odłożyłem telefon, na którego ekranie wyświetlał się obraz z kamery monitoringu na żywo. Każde słowo wypowiedziane przy tym stole było nagrywane.
Daniel zbladł.