Po co iść?” – zapytałem, odchylając się na krześle. „Żeby móc mówić wszystkim, że zostajesz w domu i cały dzień wycierasz nosy?”
Powoli odwróciła się w moją stronę.
“Co?”
Wzruszyłam ramionami, irytacja narastała gdzieś, czemu nie przyglądałam się zbyt uważnie. „Daj spokój, Anno. Twoje koleżanki z klasy to już pewnie chirurdzy, prawnicy, prezesi firm. Co ty na to? Że jesteś po prostu gospodynią domową?”
To słowo zawisło w powietrzu niczym dym.
Natychmiast dostrzegłem zmianę — sposób, w jaki jej ramiona się napięły, a usta zacisnęły w wąską linię.
„Och” – powiedziała cicho. „W porządku”.
Bez krzyków. Bez łez. Odwróciła się z powrotem do zlewu i wróciła do mycia naczyń.