Dzień próby
Trzy dni później sala sądowa znów była pełna. Tym razem atmosfera była inna — mniej pewna, bardziej napięta.
Dziesięciu profesorów zajęło miejsca w pierwszym rzędzie.
Valentina stanęła pośrodku sali.
Bez kajdanek.
Ale z ciężarem spojrzeń wszystkich obecnych.
Pierwszy przemówił profesor języka niemieckiego. Przeczytał skomplikowany tekst techniczny.
Valentina odpowiedziała płynnie — nie tylko tłumacząc, ale wyjaśniając szczegóły, których profesor nawet nie podkreślił.
Cisza była natychmiastowa.
Kolejni eksperci próbowali ją zaskoczyć:
- filozoficzne teksty po francusku,
- dialekty rosyjskie,
- poezja arabska,
- terminologia medyczna w języku chińskim.
Za każdym razem odpowiadała pewnie.
Precyzyjnie.
Bez wahania.
Z każdym kolejnym pytaniem śmiech znikał, a jego miejsce zajmowało zdumienie.
Najważniejsze pytanie
Ostatni profesor zadał pytanie inne niż wszystkie:
— Dlaczego nauczyła się pani tylu języków?
Valentina nie odpowiedziała od razu po polsku.
Zaczęła mówić — w różnych językach, jeden po drugim:
- o tym, by nikt nie czuł się obcy,
- o szacunku,
- o świecie większym niż jedno miejsce,
- o mostach budowanych słowami.
Każde zdanie było częścią jednej historii.
Kiedy skończyła, na sali panowała absolutna cisza.
Nie było już wątpliwości.