Renata wstała i wyszła na balkon. Przez uchylone drzwi widziałam, jak zapala papierosa drżącymi rękami. Grzegorz siedział nieruchomo. Składał i rozkładał kartki, jakby próbował znaleźć w nich odpowiedź, której tam nie było.
„Grzegorz” — powiedziałam spokojnie, choć w środku wszystko we mnie było napięte jak struna. — „Mama zostawiła mi tę kopertę, bo wiedziała, że to zrobisz. Wiedziała, że przyjdziesz z teczką i powiesz: uczciwie. Przygotowała mnie”.
Podniósł wzrok. Już bez pewności, bez tamtego tonu. „Co chcesz?” — zapytał cicho.
„Chcę, żebyś najpierw oddał matce to, co jej wziąłeś. Nie mnie — jej. Niech te pieniądze wrócą na jej konto. Dopiero potem możemy mówić o podziale. Wtedy będzie uczciwie”.
Siedział jeszcze długo. W końcu powiedział tylko: „Dobrze”.
Nie wiem, czy dotrzyma słowa. Mama pewnie też nie wiedziała — dlatego zostawiła kopertę mnie, a nie jemu. Nie jako broń. Jako zabezpieczenie. Bo kochała nas oboje, tylko złudzenia straciła wcześniej niż ja.
Koperta leży teraz z powrotem w szufladzie, pod rachunkami za prąd. Czasem na nią patrzę. I myślę, że mama chroniła mnie nawet po śmierci — nie przed bratem, ale przed byciem naiwną. Bo to boli bardziej niż utrata pieniędzy. Zrozumieć, że ktoś, z kim dzieliło się dzieciństwo, potrafi patrzeć na ciebie jak na przeszkodę między sobą a czyimś majątkiem.
Grzegorz dzwoni teraz rzadziej. Pieniędzy jeszcze nie oddał. Mieszkanie stoi puste — z firaneczką w oknie i zapachem mamy w szafie. Nie sprzedaję. Nie dlatego, że nie chcę. Dlatego, że jeszcze nie jestem gotowa zamknąć tych drzwi.
A mama — mama wiedziała. Zawsze wiedziała.