W noc przed ślubem zdałam sobie sprawę, że kobiety w pokoju obok nie były moimi przyjaciółkami.
Było krótko po północy w zabytkowym hotelu Lakeview w Newport w stanie Rhode Island, gdzie ja i moje druhny zarezerwowałyśmy pokoje przed ceremonią. Nie mogłam zmrużyć oka. Moja suknia ślubna wisiała w białym pokrowcu na szafie, moje kartki z życzeniami leżały równo poukładane na stoliku nocnym, a co kilka minut czytałam ostatnią wiadomość od mojego narzeczonego Ethana: „Do zobaczenia jutro przy ołtarzu, kochanie”.
Właśnie zgasiłem lampę, gdy zza ściany dobiegł śmiech.
Na początku zachowywałam się, jakby nic się nie stało. Potem usłyszałam bardzo wyraźnie głos mojej druhny, Vanessy.
„Wylej wino na jej sukienkę, zdejmij jej pierścionki, zrób, co trzeba” – powiedziała. „Ona na to nie zasługuje”.
Inny głos – Kendry, jednej z moich druhen na uniwersytecie – zadrwił: „Jesteś zła”.
Vanessa się roześmiała. „Pracowałam nad tym miesiącami”.