Vanessa zbladła. „Nathan…”
” Natychmiast. “
Nie podniósł głosu, co sprawiło, że zamówienie zabrzmiało jeszcze bardziej gwałtownie. Vanessa przeszła obok niego ze sztywnymi ramionami, podczas gdy cała załoga kuchni odwróciła wzrok. Nathan pozostał nieruchomy. Przez chwilę nie patrzył na Emily jak na kogoś obcego. Jego wzrok zatrzymał się na niej zbyt długo, badając jej twarz z wyraźną troską.
„Pani Brooks” – powiedział ostrożnie, używając nazwiska z jej akt osobowych – „czy odniosła pani obrażenia?”
Emily spojrzała mu w oczy. I oto była – ten maleńki błysk rozpoznania. Nie pewność, jeszcze nie, ale instynkt. Kiedyś rozpoznawała każdy niuans w jego głosie. Teraz usłyszała ostrożność, obawę i pierwszą rysę w gmachu, który zbudował wokół jej życia. „Przeżyję” – powiedziała.
Dział kadr przybył kilka minut później, oszołomiony i blady. Poproszono o zeznania. Świadków rozdzielono. Vanessa upierała się, że Emily zaaranżowała scenę, aby ją upokorzyć. Emily odpowiadała na każde pytanie z lakoniczną precyzją, nie ujawniając swojej prawdziwej tożsamości. Zanim jednak opuściła salę konferencyjną, dodała zdanie, które zmieniło ton śledztwa.
„Może powinnaś się zastanowić, dlaczego sekretarka uważa, że ma prawo publicznie przedstawiać się jako żona pana Halsteada”.
O godzinie 15.00 w biurze aż huczało od plotek.
O godzinie 16:00 Emily otrzymała wewnętrzną wiadomość od kierownictwa z prośbą o stawienie się w sali konferencyjnej C o godzinie 17:30 na spotkanie podsumowujące. Przybyła wcześniej. Sala była pusta, poza Nathanem.
Stał przy oknie z widokiem na centrum Chicago, z podwiniętymi rękawami i lekko poluzowanym krawatem. Był to rzadki znak napięcia u tego mężczyzny, który zazwyczaj wydawał się nieugięty.
Odwrócił się, gdy drzwi się zamknęły.
„To ty” – powiedział. Emily oparła się o drzwi, nie odpowiadając.
Nathan powoli wypuścił powietrze, opanowanym głosem. „Wiedziałem, że to coś znajomego, ale nie spodziewałem się…” Urwał. „Co ty tu robisz?”
„Pracuję” – odpowiedziała Emily. „Wygląda na to, że twoja firma rekrutuje skutecznie”.
Jego twarz stwardniała. „Nie baw się ze mną”.
Tym razem jego śmiech był chłodniejszy. „Grasz? Nathan, twoja sekretarka spoliczkowała mnie przed połową personelu i nazwała cię swoim mężem. Jeśli ktoś się ze mną bawił, to nie ja”.
Zamilkł.
Emily powoli przeszła przez pokój. „Przyszłam, bo słyszałam różne rzeczy. O twojej firmie. O pieniądzach przepływających przez firmy-słupki. O twoim najbliższym otoczeniu, wykluczającym dyrektorów finansowych. O tym, że Vanessa zachowuje się, jakby była właścicielką budynku”. Zatrzymała się przy stole. „Chciałam wiedzieć, czy byłeś niekompetentny, skorumpowany, czy niewierny. Niczego nie wykluczam”.
W jej oczach błysnął promyk nadziei. „Nie mam romansu z Vanessą”.
„Ale pozwoliłeś jej uwierzyć, że może publicznie twierdzić, że jesteś jej własnością?”
„Nie wiedziałem, że ona to robi”.
„Straciłeś więc kontrolę nad własnym biurem”.
Te słowa trafiły do Emily. Poczuła, że rezonują z nią.
Nathan wziął teczkę ze stołu i podał mu ją. „Skoro już tu jesteś, rzuć okiem”.
Wewnątrz znajdowały się notatki z audytu wewnętrznego, oznaczone transakcje, niepodpisane zatwierdzenia i autoryzacje wydatków przechodzące przez kierownictwo. Nazwisko Vanessy pojawiało się wszędzie – nie jako osoby ostatecznie zatwierdzającej, ale jako filtrującej, planującej, ułatwiającej pracę z dokumentami i organizującej spotkania. Angażowała się w każdy proces wymagający podpisu Nathana.
Emily czytała szybko, a jej twarz się napięła.
„Podejrzewałeś ją?” zapytała.
„Podejrzewałem kogoś” – odpowiedział Nathan. „Trzy miesiące temu mój prawnik z zewnątrz odkrył nieścisłości. Początkowo drobne. Duplikaty faktur. Dostawcy z nieskazitelnymi stronami internetowymi i czystą historią. Wpisy w kalendarzu zostały przeniesione, aby utworzyć „pilne” miejsca na podpisy. Vanessa kontrolowała dostęp do połowy dokumentów”. Spojrzał jej prosto w oczy. „Budowałem sprawę”.
„Dlaczego więc jej nie zwolnili?”
„Bo jeśli jest zamieszana w coś większego, zwolnienie jej zbyt wcześnie da wszystkim czas na zniknięcie”.
Emily zamknęła teczkę. „Więc, podczas gdy ty składałaś swoją teczkę, ona składała inną”.