Część 2: Nikt się nie ruszył w kuchni.
Nathan Halstead, ubrany w ciemny granatowy garnitur, stał w drzwiach, z jedną ręką wciąż opartą o framugę, z twarzą zastygłą w niedowierzaniu. Jego wzrok padł najpierw na Vanessę, potem na Emily, a w końcu na szklankę wody postawioną między nimi, jakby była dowodem.
Vanessa odzyskała panowanie nad sobą, zanim ktokolwiek inny się otrząsnął. Odwróciła się, a na jej twarzy natychmiast pojawił się wyraz wściekłości, ledwo skrywanego niepokoju. „Nathan, ta pracownica była niegrzeczna. Wzięła twoją tacę z posiłkiem, dotknęła twoich rzeczy i…”
„Dotknęłaś moich rzeczy?” powtórzyła Emily, dotykając obolałego policzka. „Czy to teraz zasługuje na policzek?”
Nathan zmrużył oczy. Zrobił dwa kroki do przodu. „Vanesso, uderzyłaś ją?”
Vanessa zawahała się. W tej krótkiej ciszy, pokój wiedział więcej niż tylko sam policzek. Spodziewała się, że zostanie natychmiast obroniona. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że wszystko wymknęło się spod kontroli.
„Sprowokowała mnie” – powiedziała w końcu Vanessa. „Wszyscy tutaj wiedzą, jak blisko jesteśmy. Ona się ze mnie naśmiewała”.
Emily zaśmiała się cicho, bez radości. „Wystarczająco blisko, żeby nazwać go żoną?”
Nathan zacisnął szczękę. „Vanesso. Do mojego biura. Natychmiast.”