Piotr stał kilka sekund bez ruchu, wpatrując się w Annę, jakby nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Jego palce zacisnęły się na krawędzi stołu tak mocno, że knykcie zbielały. W kuchni zapanowała ciężka cisza, przerywana jedynie przyspieszonym oddechem Piotra. Anna nie odezwała się ani słowem. Patrzyła na niego spokojnie, bez gniewu, bez emocji, jak na obcego człowieka.
— Nie mogłaś tego zrobić beze mnie — odezwał się w końcu ciszej, jakby szukał oparcia. — Jestem twoim mężem.
Anna uśmiechnęła się lekko, ale w tym uśmiechu nie było ani ciepła, ani ironii — tylko zmęczenie.
— Właśnie o tym zapomniałeś, Piotrze. Byłeś mężem tylko wtedy, gdy czegoś potrzebowałeś. Resztę czasu podejmowałeś decyzje za mnie, jakby wszystko należało do ciebie.
— Przesadzasz — odburknął, choć jego głos stracił pewność. — Myślałem o rodzinie.
— O swojej rodzinie — poprawiła go spokojnie. — O Kasi, o swojej matce, o waszych potrzebach. Ja byłam tylko dodatkiem. Kimś, kto płaci, pomaga i nie zadaje pytań.
Piotr odwrócił wzrok. Te słowa trafiały w punkt. Anna podeszła do szafki, wyjęła teczkę i położyła ją przed nim.
— Masz tu wszystko — powiedziała. — Umowę sprzedaży, potwierdzenia przelewów i zestawienie wydatków. Sprawdź, ile razy pomagałam twojej rodzinie.
