Polina poznała Igora w kawiarni niedaleko domu, gdzie wstąpiła na kawę po pracy. Siedział przy sąsiednim stoliku, uśmiechając się, i odezwał się pierwszy. Rozmawiali przez dwie godziny i wymienili się numerami telefonów. Polina miała trzydzieści osiem lat, była rozwódką i miała za sobą gorzkie doświadczenia z pierwszego małżeństwa. Igor miał czterdzieści dwa lata, również rozwiedziony, z dwójką dzieci z pierwszego małżeństwa.
Spotykali się przez sześć miesięcy, zanim Igor zamieszkał z Poliną. Nie miał nic swojego – wynajętego pokoju w akademiku, starego samochodu, który sprzedał przed przeprowadzką, i alimentów na dwójkę dzieci. Polina miała dwupokojowe mieszkanie w centrum miasta, kupione za pieniądze ze sprzedaży kawalerki odziedziczonej po babci, i przyzwoity samochód. Pracowała jako starszy specjalista w dużej firmie i dobrze zarabiała.
Zanim Igor się wprowadził, Polina od razu określiła granice:
„Nie chcę mieć nic wspólnego z twoimi dziećmi. Rozumiesz? Są twoje, nie moje. Nie będę się z nimi spotykać, komunikować ani uczestniczyć w ich wychowaniu. Jeśli ci to nie odpowiada, po prostu powiedz mi to od razu”.
Igor posłusznie skinął głową:
„Oczywiście, Polina. Rozumiem wszystko. Wystarczy mi, że jestem z tobą. Dzieci mieszkają z moim byłym mężem, płacę alimenty i odwiedzam je osobno w weekendy. Nie ma problemu.”
Mieszkali razem przez trzy lata. Rok później zawarli związek małżeński. Igor dostał pracę jako kierownik w firmie budowlanej, zarabiając przeciętne pieniądze, ale Polina nie wymagała od niego dużego zaangażowania. Rachunki za media i jedzenie dzielili między siebie. Wiedli spokojne życie, bez kłótni.
Polina nie podejrzewała niczego złego, aż do wieczora, kiedy Igor nagle rozpoczął dziwną rozmowę.
Siedzieli w kuchni, jedząc obiad. Igor mieszał herbatę łyżeczką i mimochodem zauważył:
— Słuchaj, może zarejestrujemy tu moje dzieci? Na wszelki wypadek.
Polina zamarła z widelcem w ręku:
– Po co?
„No i po co?” Igor wzruszył ramionami. „Więc mają oficjalne miejsce rejestracji. Nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć. W zasadzie formalność”.
„Nie” – odpowiedziała krótko Polina i wróciła do jedzenia.
– Czemu nie? Jesteś chciwy?
„Igor, to moje mieszkanie. Kupiłem je za własne pieniądze. Twoje dzieci nie mają z tym nic wspólnego. Ta rozmowa jest skończona”.
Igor zmarszczył brwi, ale nie protestował. Upił łyk herbaty i wszedł do pokoju. Polina poczuła lekkie ukłucie niepokoju, ale uznała, że to po prostu głupi pomysł jej męża.
Tydzień później przyjechała Walentyna Pietrowna, matka Igora. Usiadła przy stole, napiła się herbaty i nagle przeszła do ofensywy:
„Polina, no dalej, powiedz mi, dlaczego jesteś taka okrutna dla wnuków Igora? To dzieci, potrzebują rodziny!”
Polina była zaskoczona:
– Walentyno Pietrowna, o czym ty mówisz?
„Nawet nie pozwalasz im ich tu przyprowadzać! Igor mi o tym opowiadał. Dzieciaki chcą zobaczyć, gdzie mieszka tata, a ty im zabraniasz!”
„Niczego nie zabraniam” – odpowiedziała spokojnie Polina. „Uzgodniliśmy przed ślubem, że te dzieci znikną z mojego życia. Igor się zgodził. Są dla mnie kimś obcym”.
— Co masz na myśli mówiąc „obcy”?! Jesteś żoną ich ojca!
„To nie czyni ich moimi dziećmi” – powiedziała Polina, wstając od stołu. „Walentyno Pietrowna, nie rozmawiajmy o tym. Mieliśmy z Igorem jasne ustalenia. Zaakceptował je”.
Teściowa zacisnęła usta i nie wspomniała o tym więcej podczas tej wizyty, ale niezadowolenie wisiało w powietrzu. Po jej wyjściu Igor powiedział:
„Mama po prostu martwi się o wnuki. Nie zwracaj na to uwagi”.
„Nie zwracam na to uwagi. Ale jeśli znowu zacznie mi mówić, co mam robić, wolałabym, żeby tu nie przychodziła” – odpowiedziała surowo Polina.
Minęły kolejne dwa tygodnie. Polina wróciła do domu dwie godziny wcześniej niż zwykle – spotkanie zostało odwołane, a ona postanowiła nie marnować czasu w biurze. Otworzyła drzwi kluczem, weszła do mieszkania i usłyszała szelest dochodzący z salonu.
Igor siedział przy jej biurku, z teczką dokumentów rozłożoną przed nim. Trzymał w dłoniach umowę kupna mieszkania i uważnie ją przeglądał.
„Co robisz?” zapytała ostro Polina.
Igor wzdrygnął się i odwrócił: