Wewnątrz, z sufitów o wysokości prawie pięciu metrów zwisały kryształowe żyrandole, importowane meble wypełniały pomieszczenia wystarczająco duże, by pomieścić salę balową dla stu osób, a perskie dywany pokrywały woskowane sosnowe podłogi. Za głównym budynkiem znajdowała się tętniąca życiem plantacja: odziarniarka bawełny, kuźnia, warsztat stolarski, wędzarnia, pralnia, kuchnia, dom zarządcy, a dalej, część mieszkalna.
W rzędach małych chat mieszkało 300 niewolników w warunkach, które ostro kontrastowały z luksusem dworu. Dorastałem w świecie ogromnego bogactwa, zbudowanego na skrajnej brutalności, choć jako dziecko nie do końca rozumiałem konsekwencje takiego stanu rzeczy.
Otrzymałem edukację domową, z pomocą nauczycieli zatrudnionych przez ojca. Byłem zbyt słaby, by znieść trudy szkoły, zbyt chorowity, by mieszkać w internacie, do którego uczęszczali synowie innych właścicieli ziemskich. Studiowałem więc grekę i łacinę, matematykę i literaturę, historię i filozofię w zaciszu biblioteki mojego ojca.
W wieku 19 lat miałem 170 cm wzrostu – wzrost nastolatka, a nie młodego mężczyzny. Byłem szczupły, ważyłem około 50 kg, a moje kości były tak kruche, że dr Harrison porównał mnie kiedyś do ptaka. Moja klatka piersiowa była lekko zapadnięta, co lekarze nazywają klatką piersiową lejkowatą, z powodu żeber, które nigdy nie uformowały się prawidłowo. Moje ręce nieustannie drżały, a to drżenie utrudniało nawet najprostsze czynności, takie jak pisanie, trzymanie kubka i koncentracja.
Mój wzrok był fatalny, wymagał grubych okularów, które powiększały moje niebieskie oczy do niemal absurdalnych rozmiarów. Bez nich świat był rozmazany. Mój głos nigdy się nie załamał, niezręcznie zawieszony między głosem chłopca a mężczyzną. Moje włosy były cienkie i jasnobrązowe, przerzedzone od najmłodszych lat. Moja skóra była blada, niemal przezroczysta, a każda żyłka była widoczna.
Ale najgorszą rzeczą, która ostatecznie przypieczętowała mój los, był całkowity brak męskiego rozwoju. Nie miałem zarostu, jedynie kilka delikatnych włosków nad górną wargą, które goliłem bardziej z nadziei niż z konieczności. Moje ciało było bezwłose, gładkie jak u niemowlęcia, a badania lekarskie potwierdziły podejrzenia mojego ojca: moje narządy rozrodcze były poważnie niedorozwinięte, co czyniło mnie bezpłodnym.
Zobacz resztę na następnej stronie