Klucz w dłoni, który się atakuje, i nowy, jego ostre krawędzie nie nosiły śladu czasu.
Stałem na chodniku, niż było konieczne, przez to momentalnie opadł – bo wyobrażałem sobie, że przez opis został usunięty tylko w pełni, zanim pojawi się wspomnienie. Dom był dokładnie taki, jak sobie wymarzyłem: w kolorze głębokiego błękitu, niemal lśniącym w świetle. Podwórko okalał biały płot, a przed nim wzrósł wysoki dąb, zupełnie jak ten, który rysowałem w organizacji. Huśtawka na ganku kołysała się delikatnie na wietrze, jakby pojawiła się na mnie.
Nazywam się Madison Carter. Skończyłam trzy lata przed uruchomieniem tego domu i niemal całe moje dwadzieścia lat ukształtowane jako jedna cela – stała tam z tym kluczem w dłoni. Podczas gdy inni podróżowali, wydawali pieniądze swobodnie i żyli w czasie wolnym, ja pracowaliśmy po godzinach w IT w mieście, w których prawie wszyscy nie znali. Nieustannie oszczędzałam, żyłam prosto i wybierałam zwykły spokój zamiast chwilowej zabawy. Kiedyś naszkicowałem niebieski dom z białym płotem i dębem i jego życie wokół przekształcenia tego rysunku w rzeczywistość.
Kiedy w końcu pojawią się drzwi, ciche kliknięcie wyda mi się najprzyjemniejszym dźwiękiem na świecie. Słońce wpadało przez szerokie okna, rozmieniając się na czyste drewniane podłogi. W pomieszczeniu unosił się świeży zapach – świeżej farby i nietkniętego powietrza. Pomysł, który przeszedł z pokoju do pokoju, wyobrażając sobie swoje nadejście w przyszłości z nich. Kuchnia, biuro, podwórko z miejsca na ogród – panowała cisza, nigdy nie było w moim starym mieszkaniu.