— A wspólne konto jest puste.
„Przelałem pieniądze” – powiedział.
-Aby?
—Aby rozpocząć nowe życie.
Mocno ścisnęłam kierownicę. „Wydałaś wszystko? Z siedmiorgiem dzieci i czwartym w drodze?”
—Zawsze znajdziesz rozwiązanie.
—To nie jest komplement.
„Mam już prawnika” – dodał.
Zamarłem. —Co?
—Papiery rozwodowe są gotowe. Podpisz je, żeby to było oficjalne.
—Żebyś mógł ją poślubić.
—Żeby w końcu móc być szczęśliwy.
Patrzyłem, jak moje dzieci śmieją się w słońcu.
„Mam dzieci” – odpowiedziałem.
„Czy on coś wysłał?” – zapytał Norman.
—Dam sobie radę.
Ale kiedy Sophie rozpłakała się, a Margot bez wahania wzięła ją w ramiona… coś we mnie pękło.
—Nie, przyznałem się—. Zrezygnował ze wszystkiego.
Norman i ja…
Nie zbladłem.
Tilly spojrzała w stronę pokoju dziecka. „Po prostu cię tak zostawił?”
—Najwyraźniej… spokój nie mógł czekać.
Tego wieczoru Norman w milczeniu dokończył składanie łóżeczka, podczas gdy Tilly rozpakowywała przybory szkolne.
„Pozwól, że się tobą zaopiekuję” – powiedziała stanowczo.
Tym razem nie protestowałem.
Kilka tygodni później załatwili już wszystko: zapłacili ratę kredytu, przynieśli jedzenie i pozwolili nam zamieszkać razem w miejscu, gdzie wyjechał Evan.
Potem nadeszła wiadomość o ślubie.
Ceremonia na plaży. Białe róże. Transmisja na żywo.