„Wiem” – mruknąłem.
Tej nocy spałem na kanapie, bo schody były za ciężkie.
Marcus nie mógł znaleźć swojego zeszytu. Phoebe płakała z powodu zepsutej zabawki. Elliot rozlał mleko. Mary po cichu przygotowywała obiady, mimo że nikt jej nie prosił.
Margot przyniosła mi koc i udawała, że nie zauważa, że od dłuższego czasu się nie ruszałam.
Około północy stał już na progu, ubrany w starą bluzę swojego ojca.
„Czy tata wróci?” – zapytała.
„Myślę, że twój ojciec jest zdezorientowany” – powiedziałem cicho.
Wpatruje się we mnie. „Nie zadałem ci tego pytania”.
Nie… tak nie było.
Dwa dni później pojawiła się na wszystkich platformach mediów społecznościowych wraz z Brielle, młodą influencerką fitness, którą podziwiały moje córki.
Miała dwadzieścia trzy lata, była promienna, zdyscyplinowana, bez najmniejszych śladów zmęczenia.
Na nagraniu widać ich na krawędzi basenu na dachu. Evan uśmiechnął się, jakby przed czymś uciekł, a nie jakby porzucił rodzinę.
Mary spojrzała mi przez ramię. „Czy to tata?”
Zablokowałem telefon za późno. — Tak.
Zmarszczyła brwi. „Czy to… Brielle?”
Rozłączyłem się. — Powinieneś się wstydzić.
W supermarkecie odmówiono mi przyjęcia karty. Dwa razy.
Kasjerka zniżyła głos. „Możesz spróbować innego”.
Ale nie było innego rozwiązania.
Dzieci otoczyły mnie: George kładł cukierki na ladzie, Sophie zadawała pytania o płatki śniadaniowe, Marcus starał się nie okazywać zmartwienia.
Zacząłem odkładać rzeczy na miejsce. Truskawki. Sok. Ser.
Następnie sofy.
Kobieta stojąca za mną zaproponowała: „Ja zapłacę”.
Pokręciłem głową. — Nie, dziękuję.
-DOBRY.
„Zapłacę” – powiedziałem, wymuszając uśmiech.
Chodziło mi o to, że mam siedmioro dzieci, które na mnie patrzą. Nie pozwolę im zobaczyć, jak się chwieję.
Na parkingu kazałem im usiąść na pobliskich ławkach z lodami.
„Zostań tam, gdzie mogę cię widzieć” – powiedziałem Margot.
Skinął głową. „Wiem”.
Gdy już się zadomowili, zadzwoniłem do Evana.
Odebrał po czwartym dzwonku. „Co?”
—Moja karta została odrzucona.
Cisza.