Starsza kobieta, której dałam drobne, chwyciła mnie za rękę i wyszeptała: „Dziś nie wracaj od razu do domu, zatrzymaj się na chwilę”. Zaparkowałam w ustronnym miejscu, obserwując dom. To, co zobaczyłam kilka minut później, sprawiło, że zamarłam z przerażenia w samochodzie.
Jak zwykle zawiozłam męża na lotnisko i w myślach przygotowywałam się na zwyczajną samotność. Wyjeżdżał na spotkanie służbowe, jak zawsze.
Mąż pocałował mnie w policzek, obiecał wrócić za trzy dni i zniknął za szklanymi drzwiami. Wzięłam syna za rękę i ruszyłam do wyjścia, myśląc tylko o gorącym prysznicu i ciszy.
Przy wejściu siedziała starsza kobieta i prosiła o jałmużnę. Podałam jej drobne i już miałam odejść, gdy mocno chwyciła mnie za nadgarstek. W jej mętnych oczach było coś niepokojącego.
— Dziś nie wracaj do domu. Albo przynajmniej się zatrzymaj, — wyszeptała.
— Co? Co ty mówisz? — zapytałam przestraszona.