No dobra, oto zdjęcie. Przechadzam się po tym uroczym małym antykwariacie (wiesz, takim, który pachnie starym drewnem i sekretami) i schowana w stęchłym zapleczu, tam stoi… urocza mała, zabytkowa szafka na przybory do szycia. Oczywiście nie szukałam takiej. No weź, nawet nie umiem szyć (czy szycie to przyszywanie guzików z lekką paniką przed pracą?). Ale była. I byłam nią po prostu zaintrygowana.
Otworzyłam front… i o mój Boże. Małe kołki na nici, sekretne szufladki, obrotowe półki – domek dla miłośników szycia! Wiedziałam wtedy, że zabiorę go ze sobą do domu, bo ta zabytkowa szafka do mnie przemówiła.
Źródło: Reddit`
Ryk z dawnych dobrych czasów.
Ich szafki do szycia nie były zwykłymi meblami” – powiedział wówczas Woodruff. Nie. Były niezbędne. Ludzie kiedyś robili wszystko z każdej rzeczy, np. ubrania, zasłony, kostiumy na Halloween, które nie wymagały pistoletów do klejenia na gorąco i poparzenia palców (zapytajcie mnie, skąd wiem).
Przez dekady starannie wykonana szafka w stylu vintage była praktycznie centrum dowodzenia każdego domowego majsterkowicza. Mamy, babcie i wielu ojców miało taką, zazwyczaj w salonie lub dyskretnie schowaną w kącie sypialni. Każda rzecz miała swoje miejsce – wszystko schludne, uporządkowane, piękne i gotowe na wszystko.
Co jest takiego fajnego w tych szafkach?
Porozmawiajmy o funkcjach. Jedyne, co uświadamia, jak sprytne są te szafki, to moment, gdy zaczniesz w nich grzebać. Oto, co znajdziesz w moich (i większości innych) szafkach:
Obrotowe półki z drewnianymi kołkami na szpulki z nicią – bo, no cóż, powiedzmy sobie szczerze, to takie piękne i słuszne, że wszystko stoi w tym samym rzędzie. To wszystko zasługa projektu zabytkowej szafki do szycia.
Malutka tacka, akurat na tyle duża, żeby pomieścić nożyczki, igły i inne drobiazgi, które pewnie ciągle gubię w szufladzie ze śmieciami.