Nie, nie zrobił tego.
„Jak drzewo może zniszczyć okolicę?”
„Jest bałagan i nierówno. Gałęzie wystają ponad płot.”
„Niektórzy tak.”
„A jabłka spadają w moim ogrodzie”.
„Czasami. Ale możesz po prostu zerwać jabłka i je wykorzystać.”
„Nie chcę ich tam. I twoich owoców też nie chcę.”
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem, zastanawiając się, dlaczego zachowuje się tak niegrzecznie.
Przez wszystkie lata, które tu mieszkam, nigdy nie spotkałem sąsiada o tak wrogim nastawieniu.
Ponieważ mówił poważnie, postanowiłem mu nie przeszkadzać.
„Mogę przycinać gałęzie i zbierać wszystko, co spadnie.”
Ryan spojrzał mi prosto w oczy.
„Nie chcę go przycinać. Chcę, żeby drzewo zniknęło.”
Mój uśmiech zniknął i wraz z nim moja przyjazność.
Jeśli on nie był skłonny do kompromisu, ja też nie.
„To się nie wydarzy.”
„Powinieneś pomyśleć o wartości tej nieruchomości. Twoje drzewo obniża wartość tego obszaru”.
„Tak, zrobiłem to i nie obchodzi mnie to.”
„No cóż, wiem. Musisz to zrozumieć.”
„Nie. Wiem, że drzewo rośnie na mojej działce.”
Jego szczęka się napięła.
„Wolałbym rozwiązać tę sprawę w sposób cywilizowany.”
„Zrobiłbym to samo”.
„W takim razie każ ściąć drzewo, w przeciwnym razie nie spodobają ci się moje kolejne kroki.”
„Czy to groźba?”
„Rób, jak chcesz. Ostrzegałem cię” – powiedział i wyszedł, zanim zdążyłem odpowiedzieć.
Zamknąłem drzwi, wciąż w szoku widząc śmiałość mojego nowego sąsiada.
Nie miałam zamiaru ścinać drzewa, które przypomina mi mojego męża, tylko z powodu jego pustych gróźb.
Następnego dnia wynająłem kogoś, żeby przyciął gałęzie w części ogrodu, w której mieszkał Ryan.
Owoce i liście w mojej części ogrodu już dawno powinny opaść.
Byłem zadowolony z rezultatu i wiedziałem, że jeśli Ryan znów będzie mnie niepokoił, to tylko dlatego, że jest wścibskim sąsiadem.
To powinien być koniec.
Nie było.
Przez następne kilka tygodni Ryan nadal narzekał za każdym razem, gdy mnie widział.
Mruknął coś o owadach.
Twierdził, że drzewo przyciąga gryzonie.
Powiedział, że opadłe jabłka brzydko pachną, mimo że każdego wieczoru w czasie zbiorów sprzątałem ogród.
Pewnego popołudnia stał po swojej stronie płotu, podczas gdy ja podlewałam kwiaty.
„Korzenie tego drzewa zniszczą mój fundament.”
„Wątpię, żeby jego korzenie sięgały aż tak daleko”.
„Korzenie mogą rozprzestrzenić się z dnia na dzień.”
„Nawet nonsens jest.”
Spojrzał na mnie.
Dean byłby dumny z takiej odpowiedzi.
Kilka dni później otrzymałem list od stowarzyszenia właścicieli domów.
Ryan złożył formalną skargę.