CZĘŚĆ 1 — OSTATNI PREZENT MOJEJ MATKI
Moja macocha przyszła na bal maturalny ubrana w niemal dokładną kopię sukienki, którą uszyła mi moja nieżyjąca już matka.
Przez jedną straszną sekundę ludzie myśleli, że zaplanowaliśmy to samo.
Shirley uśmiechnęła się, jakby coś wygrała.
Mój ojciec spojrzał na podłogę.
Odwróciłam się w stronę wyjścia, walcząc ze łzami, ale mój towarzysz, Gary, złapał mnie za ramię.
„Nie znikaj, Delilah.”
Te słowa mnie zatrzymały.
Ponieważ moja mama powiedziała dokładnie to samo, szyjąc sukienkę.
Rok wcześniej mama siedziała w łóżku z rozłożoną na kolanach brudnoróżową tkaniną. Była już bardzo chora, a niektóre dni trzęsły jej się ręce tak bardzo, że ledwo mogła utrzymać łyżkę.
Mimo wszystko upierała się przy własnoręcznym przyszyciu maleńkich kwiatków wokół dekoltu.
„Mamo, pozwól mi to dokończyć” – błagałem.
„Nie. Kwiaty są moje.”
Wiedziała, że prawdopodobnie nie dożyje momentu, w którym zobaczy mnie w tej sukience na balu maturalnym.
Ja też.
Gdy już prawie skończyliśmy, dotknęła mojej twarzy.
„Kiedy to założysz, obiecaj mi, że nie spędzisz nocy chowając się w kącie.”
„Ja nawet nie tańczę.”
„To się ucz.”
Próbowałem się śmiać.
Mama się uśmiechnęła.
„Nie zrobiłem tego po to, żebyś zniknął. Obiecaj mi.”
Obiecałem.
Osiem dni później zmarła.
Po pogrzebie w naszym domu zapadła bolesna cisza.
Tata prawie się nie odzywał.
Ulubiony niebieski kubek mamy pozostał na kuchennej półce, a ja dotykałam go każdego ranka, bo świadomość, że wciąż tam jest, sprawiała, że dom wydawał się mniej pusty.
Potem tata poślubił Shirley.