Mój prawnik spokojnie interweniował.
— Wszystkie dokumenty zostały już dziś rano przesłane do właściwych organów.
W pokoju zapadła cisza.
Alexandru podszedł do mnie.
— Możemy to rozwiązać między sobą.
Spojrzałam na niego bez emocji.
— Wczoraj wieczorem powiedziałeś, że przyjdę na kolana.
Nie odpowiedział.
— Kto dziś negocjuje?
Wpatrywał się w podłogę.
Inwestor zebrał dokumenty.
— Od dziś wszystkie umowy będą zawierane wyłącznie z panią Mădăliną. Współpraca z firmą, którą zarządzasz, zostaje natychmiast zakończona.
Elonora próbowała protestować.
— Rodzina Dumitrescu…
Mężczyzna przerwał jej uprzejmie.
— W biznesie liczą się umowy, a nie nazwiska.
Te słowa uderzyły ją mocniej niż jakikolwiek policzek.
Po zakończeniu spotkania Alexandru poszedł za mną korytarzem.
— Naprawdę chcesz stracić wszystko, co razem zbudowaliśmy?
Zatrzymałem się.
— Nie.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
— Po prostu nie pozwolę nikomu ukraść tego, co sam zbudowałem.
Odszedłem, nie oglądając się za siebie.
Tego dnia nie tylko zdobyłem firmę.
Odzyskałem coś o wiele ważniejszego.
Szacunek do samego siebie.
A imperium, które Alexandru już uważał za swoje, upadło dokładnie w chwili, gdy zrozumiał, że kobieta, którą uważał za łatwą do oszukania, od początku była jedyną osobą znającą wszystkie zasady gry.