W życiu każdego związku przychodzi moment, w którym trzeba wyznaczyć jasne granice – między tym, co nasze, a tym, co należy do innych. Czasami są to granice materialne, jak ściany mieszkania, a czasami niematerialne – dotyczące szacunku, autonomii i prawa do decydowania o własnym życiu. Historia Svitłany i Andrija, która rozgrywa się na tle tytułowego remontu, jest właśnie taką opowieścią o przekraczaniu granic, o cenie milczenia i o odwadze, by powiedzieć „dość”. To także historia o tym, jak ważne jest, by w związku zachować swoją tożsamość i nie pozwolić, by ktokolwiek – nawet najbliższa rodzina – decydował o naszym życiu bez naszego udziału.
Svitłana i Andrij planowali wakacje w Soczi od stycznia. Dziewięć dni nad morzem, z dala od codzienności, miało być nagrodą za miesiące oszczędzania – każda odkładana do koperty kwota była dla Svitłany małym śladem nadziei. To miało być ich wspólne marzenie, realizowane powoli, ale konsekwentnie. Para mieszkała w dwudziestoośmiometrowym mieszkaniu w nowym budownictwie, które kupili dwa lata wcześniej. To właśnie to mieszkanie stało się areną konfliktu, który miał wystawić na próbę ich związek. Svitłana osobiście zaprojektowała wnętrze – biel, szarości, naturalne drewno, len. Było to jej dzieło, jej wybór, jej przestrzeń. Każdy detal – od koloru ścian po fakturę tkanin – był przez nią starannie przemyślany. Nie było tu miejsca na falbanki, kwiatowe wzory czy cynamonowe odcienie, które tak często gościły w domach poprzedniego pokolenia.
Niespodziewanie, na kilka dni przed wyjazdem, Andrij poinformował Svitłanę, że jego matka, Zinaida Maksymówna, będzie podlewać kwiaty podczas ich nieobecności. Svitłana, choć wewnętrznie niespokojna, nie sprzeciwiła się. Przyzwyczajona do ustępstw, przełknęła wątpliwości, nie zdając sobie sprawy, że to milczenie będzie miało swoje konsekwencje. Zinaida Maksymówna, energiczna kobieta po sześćdziesiątce, miała bowiem bardzo konkretne zdanie na temat wystroju mieszkania syna, które od dawna wyrażała w subtelnych, ale jednoznacznych uwagach. „Pusto tu u was”, „Białe ściany to jak w szpitalu”, „Ja bym tu chociaż obrazek powiesiła” – te pozornie niewinne komentarze były zapowiedzią czegoś znacznie poważniejszego. Svitłana, jak zawsze, uśmiechała się i zmieniała temat, nie zdając sobie sprawy, że jej milczenie jest odbierane przez teściową jako przyzwolenie.