Ale tego dnia nikt o tym nie wiedział.
Alejandro przyszedł ubrany w ten sposób, ponieważ chciał sprawdzić coś, o czym myślał od miesięcy: według kilku anonimowych skarg w jego sklepie w Polanco upokarzano skromnych klientów.
A on zamiast wysłać nadzorców, postanowił zobaczyć to na własne oczy.
Fernanda, znakomita sprzedawczyni, spojrzała na niego od stóp do głów, jakby brudził marmur.
— Jeśli jesteś tu tylko po to, żeby zapytać o ceny, nie dotykaj niczego. Tutaj wszystko kosztuje więcej niż twój mały wózek sklepowy, o ile w ogóle go masz.
Sofía Méndez spojrzała w górę, siedząc za ladą.
Miała 28 lat, nienagannie ubrana w mundur, z włosami związanymi z tyłu i spokojnym wyrazem twarzy. Nie była najpopularniejszą pracownicą w sklepie, ale jako jedyna witała zarówno biznesmena, jak i dostawcę w ten sam sposób.
— Witam pana. Witam. Czy mogę pokazać panu modelkę?
Alejandro zwrócił uwagę na limitowaną edycję zegarka ze srebrnymi detalami firmy Taxco.
— Podoba mi się ten.
Fernanda cicho się zaśmiała.