CZĘŚĆ 1
W siódmym miesiącu ciąży nauczyłam się oceniać życie poprzez pryzmat bolących stóp, przecenionych ubranek dla dzieci i zmian, które pozostały mi do urlopu macierzyńskiego.
Mam na imię Emma. Mam dwadzieścia trzy lata i pracuję wieczorami w supermarkecie, podczas gdy mój chłopak, Jake, studiuje pielęgniarstwo. Nie byliśmy bogaci, a każdy dolar miał jakiś cel.
Każdej nocy Jake kładł ręce na moim brzuchu i pytał, jak się czuje nasza nienarodzona córeczka.
Był tylko jeden problem: jego matka, Lydia.
Nigdy mnie nie spotkała. Ani razu.
Mimo to uznała, że jestem naciągaczką, która złapała w pułapkę jej syna. Powiedziała nawet krewnym, że dziecko może nie być Jake’a.
Jake zawsze mnie bronił.
„Wybrałem nas” – powiedział. „Przestań się o nią martwić”.
Próbowałem.
Pewnego wtorkowego wieczoru, jedenaście minut przed końcem mojej zmiany, kobieta w kremowym płaszczu i perłowych kolczykach, przecisnąwszy się przez kolejkę, wcisnęła swój wózek na taśmę mojej kasy.