„Po co miałbyś iść?” – wyrzuciłem z siebie.
Zamrugał. „Dlaczego nie?”
„Dlaczego miałbym wychodzić?” – kontynuowałem, odchylając się do tyłu. „Skąd możesz mi powiedzieć, że cały dzień siedziałeś w domu i wycierałeś nosy?”
Powoli obrócił się w moją stronę.
„Proszę?”
Wzruszyłam ramionami. Niecierpliwość pochodziła gdzieś głęboko i nie chciałam szukać, skąd się bierze. „Dobrze, Anno. Twoi byli koledzy z klasy to pewnie chirurdzy, prawnicy, dyrektorzy firm. Co powiesz? Że po prostu jesteś w domu z dziećmi?”