Ciągle powtarzałam sobie, że jestem zbyt wrażliwa.
A także, że po prostu byłem szczery.
Dwa tygodnie później na ganku pojawiło się duże pudło.
Na górze widniało imię Anny, starannie napisane. Nie było nadawcy.
Była na górze i układała dziecko do snu, kiedy ją przyprowadziłem.
Zaciekawiło mnie to.
Uspokoiłem się, sprawdzając, czy nie jest uszkodzony. Otworzyłem go.
A potem coś wielkiego we mnie spadło.