„Nie wiem” – przyznał szczerze. „Chciałbym, żeby między nami wszystko było dobrze, Katya. Ale to dla mnie trudne. Przyzwyczaiłem się do tego, że przyjaciele są częścią mojego życia. A teraz… teraz czuję się, jakbym ich od siebie odpychał”.
Katya usiadła obok niego na łóżku.
„Oleg, ty ich nie odpychasz. Po prostu stawiasz granice. A jeśli są prawdziwymi przyjaciółmi, zrozumieją. Ale jeśli nie…” Zawahała się. „Może jednak nie są prawdziwymi przyjaciółmi?”
Spojrzał na nią, a w jego oczach pojawiło się zmieszanie.
„Może masz rację” – powiedział cicho. „Ale i tak jest ciężko”.
Katia go przytuliła. Wiedziała, że ta rozmowa to dopiero początek. Sierioga, Sasza, Tamara Nikołajewna – wszyscy byli przyzwyczajeni do swojego dawnego życia, gdzie drzwi były otwarte dla każdego. A przystosowanie się nie będzie łatwe.
Kulminacja nastąpiła w następny weekend. Oleg w końcu zgodził się na „małe spotkanie” z Sieriogą i Saszą. Katia niechętnie dała jej zielone światło, ale pod jednym warunkiem: żadnych tłumów, żadnego bałaganu i wszyscy mają po sobie posprzątać.
Wieczór rozpoczął się spokojnie. Sierioga przyniósł pizzę, Sasza przyniósł piwo bezalkoholowe i cała czwórka siedziała w salonie, wspominając dawne czasy. Katia nawet się odprężyła, śmiejąc się z opowieści o tym, jak Oleg i Sierioga utknęli kiedyś w windzie na placu budowy.
„Katio, powiedz mi szczerze, czy to ty sprawiłaś, że Oleg nas wszystkich zwolnił? Wcześniej wszystko było w porządku, spędzaliśmy razem czas, bawiliśmy się. A teraz co? Siedzimy tu, jakbyśmy odwiedzali teściową, co godzinę”.
Katia zamarła, czując, jak krew pulsuje jej w skroniach. Oleg spiął się, ale zanim zdążył odpowiedzieć, ona go uprzedziła:
„Sieriogo” – jej głos był zimny jak lutowy wiatr – „nie kazałam ci tego zrobić. Oleg i ja tak zdecydowaliśmy. Bo nasz dom to nie bar. A ja mam już dość sprzątania po tobie, kiedy ty się dobrze bawisz”.
Sierioga otworzył usta, ale Katia nie dała mu dojść do słowa:
„Wiesz, ile czasu spędziłem na twoich imprezach? Ile nocy zmywałem naczynia, kiedy spałeś? Ile razy szorowałem plamy z dywanu, których nawet nie zauważyłeś? To nasz dom, Seryoga. Nasz. A jeśli nie potrafisz tego uszanować, to może naprawdę powinieneś się gdzieś indziej przemieścić”.
Cisza była ogłuszająca. Sasza kaszlnął, patrząc w podłogę. Sierioga zarumienił się, ale zamiast przeprosić, mruknął:
– No cóż, przepraszam, jeśli coś się stało. Nie sądziłem, że to cię aż tak zaboli.
Oleg wstał, jego twarz była poważna.
„Sieriogo” – powiedział – „Katja ma rację. Nie widziałem, jak jej ciężko. Ale teraz rozumiem. A jeśli chcesz pozostać moim przyjacielem, naucz się szanować nasz dom. I moją żonę”.
Sierioga spojrzał na niego, potem na Katię i po raz pierwszy zdał sobie sprawę, że to nie żart.
„Okej” – mruknął. „Rozumiem”.
Ale wieczór został zrujnowany. Goście wyszli wcześniej niż planowano, a Katia i Oleg zostali sami.
„Przepraszam” – powiedział, zmywając razem naczynia. „Myślałem, że to będzie normalny wieczór”.
„To był normalny wieczór” – Katia uśmiechnęła się słabo. „Dopóki Sierioga nie zdecydował, że to on tu rządzi. Ale ty… ty mnie wspierałeś. I to jest ważne”.
Oleg objął ją i przyciągnął do siebie.
– Zawsze będę cię wspierać, Katya. Obiecuję.
„Nie chcę już być złym policjantem, Oleg!” Katya rzuciła ściereczkę na stół, a jej głos drżał ze zmęczenia i tłumionego gniewu.
„Katio, już wszystko załatwiłem” – Oleg wyglądał na zdezorientowanego, stojąc na środku kuchni z mokrym talerzem w dłoniach. „Sierioga przeprosił, mama obiecała mnie ostrzec. Co jeszcze mogę zrobić?”
Katia spojrzała na niego, czując w sobie walkę między miłością a irytacją. Minął miesiąc od tego napiętego spotkania z Sieriogą i Saszą i wszystko zdawało się zmierzać ku lepszemu. Ale za każdym razem, gdy myślała, że ich dom w końcu stał się ich twierdzą, coś się działo. Telefon od Tamary Nikołajewny z sugestią, że „czas znów się zebrać”, albo wiadomość od Saszy, która „chciała tylko wpaść na herbatę”. Oleg próbował, ale Katia wciąż czuła, że musi nieustannie bronić się.
„Możesz sprawić, że poczuję się mniej jak wróg w oczach twoich przyjaciół i rodziny” – powiedziała cicho. „Mam już dość bycia tą, która zawsze mówi nie”.
Oleg położył talerz na stole i podszedł do niej.
„Nie jesteś moim wrogiem, Katya. I nie chcę, żebyś tak się czuła. Zastanówmy się, jak to naprawić. Razem.”
Skinęła głową, ale niepokój wciąż pulsował w jej piersi. Czy naprawdę stawiałby rodzinę na pierwszym miejscu? A może ich życie pozostałoby balansowaniem między jej pragnieniami a oczekiwaniami otoczenia?
Minęły dwa tygodnie. Oleg dotrzymał słowa: nie pozwalał już nikomu pojawiać się bez zapowiedzi. Kiedy Sierioga napisał ponownie: „Bracie, jestem w twojej okolicy, czy mogę wpaść?”, Oleg odpowiedział: „Zadzwoń wcześniej, umówimy się”. Sierioga narzekał, ale nie protestował. Tamara Nikołajewna również zdawała się przyzwyczajać do nowych zasad – przynajmniej zadzwoniła kilka dni przed wizytą i nawet zapytała, czy nie będzie to dla niej uciążliwe.
Katia zauważyła te zmiany i jej serce zmiękło. Oleg starał się – nie tylko dla niej, ale dlatego, że zaczynał rozumieć, jak ważne jest dla nich obojga posiadanie własnego miejsca. Ale jeden problem wciąż pozostawał: jego przyjaciele. Sierioga, Sasza i pozostali wciąż patrzyli na Katię z lekką niechęcią, jakby ukradła im starego, pogodnego Olega. I to uczucie – bycia outsiderem w oczach bliskich męża – przygnębiało ją.
Pewnego wieczoru, gdy ona i Oleg pili herbatę na balkonie, podziwiając zachód słońca nad rzeką, podjęła decyzję.
„Oleg” – zaczęła ostrożnie – „chcę coś zasugerować”.
„Co?” odwrócił się do niej i odstawił kubek.
„Zorganizujmy jedno wielkie spotkanie. Zaprosimy wszystkich – twoich przyjaciół, rodziców, Sashę i jego rodzinę. Ale zrobimy to na naszych warunkach. Pewnego wieczoru, wszystko będzie uczciwe i sprawiedliwe: każdy coś wniesie, każdy pomoże w sprzątaniu. A potem miesiąc ciszy”.
Oleg pomyślał, pocierając brodę.
„Myślisz, że się zgodzą?” – zapytał. „Seryoga, na przykład, nienawidzi sprzątać”.
„Nie będziemy ich pytać” – uśmiechnęła się Katia, ale w jej głosie słychać było stanowczość. „To nasz dom, nasze zasady. Jeśli chcą przyjść, niech się do nich stosują”.
Oleg spojrzał na nią z podziwem.
– Wiesz, Katya, czasami jesteś taką… żelazną damą.
„Musimy” – puściła oko. „W przeciwnym razie nasz dom zamieni się w dworzec kolejowy”.
Przygotowania do wielkiego spotkania trwały tydzień. Katia i Oleg sporządzili listę gości: Sierioga, Sasza z żoną i dziećmi, Tamara Nikołajewna z mężem oraz kilku kolegów Olega, którzy zawsze byli najbardziej taktowni w jego grupie. Rozesłali wiadomości: „Zapraszamy na kolację w sobotę. Każdy przynosi coś do stołu, a po kolacji wspólnie posprzątamy. To nasz dom i chcemy, żeby wszystkim było w nim przytulnie”.
Katia spodziewała się, że ktoś odmówi. Ku jej zaskoczeniu, wszyscy się zgodzili. Sierioga napisał: „Dobrze, przyniosę pizzę, ale nie mogę zagwarantować, jakie będą dania”. Sasza obiecał szaszłyk. Tamara Nikołajewna zgłosiła się na ochotnika do upieczenia swojego popisowego zapiekanki z kapustą. Nawet koledzy Olega, Liosza i Masza, zaoferowali przyniesienie domowego wina i sałatek.
Sobotni wieczór rozpoczął się niespodziewanie i bezproblemowo. Goście przybyli punktualnie, każdy z czymś w ręku. Tamara Nikołajewna pocałowała Katię w oba policzki, podając jej ciepły, pachnący koperkiem placek. Sierioga, narzekając, postawił na stole trzy pudełka pizzy. Sasza i jego żona Oksana przynieśli nie tylko szaszłyk, ale także całą miskę sałatki Olivier – „dla atmosfery”. Dzieci Saszy, pięcioletnia Dasza i ośmioletni Misza, natychmiast pobiegły się bawić do pokoju, ale Oksana surowo ich ostrzegła: „Żadnych markerów na tapecie!”.
Przy stole było głośno, ale przytulnie. Oleg opowiadał historie z pracy, Sierioga opowiadał dowcipy, a Tamara Nikołajewna wspominała, jak Oleg, będąc dzieckiem, próbował „zbudować most” ze stołków. Katia przyłapała się na tym, że się uśmiecha – szczerze, bez wysiłku. Po raz pierwszy od dawna nie czuła się jak służąca.