Paweł zamachnął się parasolem i krzyknął coś, ale głos mu się załamał. Obaj wojownicy działali jednocześnie. Szybki wypad, uderzenie tarczą w pierś – i Paweł, który jeszcze przed chwilą wydawał się niezwyciężonym olbrzymem, zgiął się wpół. Został przygwożdżony do podłogi tak szybko, że nie zdążył nawet krzyknąć. Szczęk kajdanek rozbrzmiał echem w cichym mieszkaniu niczym ostatnia kropka długiego, niespójnego zdania.
„Teren zneutralizowany” – szepnął Denis do radia. Zdjął hełm i podszedł do Inny. Jego twarz była blada. „Żyje?”
Inna skinęła głową. Nie mogła mówić. Gardło jej się ścisnęło, nie ze strachu, ale z faktu, że już po wszystkim. Po prostu po wszystkim.
„Gdzie są dzieci?” Denis złapał ją za ramiona. Jego rękawiczki były zimne i pachniały olejem do broni.
„W łazience…” wydusiła.
Szła niepewnie w stronę drzwi łazienki. Denis trzymał ją za łokieć. Żołnierze już podnosili Pawła. Milczał, tylko sapał, z twarzą wtuloną w dywan. Na jego karku pojawił się czerwony siniak.
– Tyoma, otwórz. To mama. Wszystko w porządku.
Za drzwiami zapadła cisza. Potem rozległ się zgrzyt zamka. Drzwi uchyliły się na kilka centymetrów. Tyomka wyjrzał przez szparę. Widząc matkę i mężczyzn w mundurach, otworzył drzwi szeroko i przytulił Alisę. Dziewczynka wciąż ściskała zająca. Jej oczy były suche – po prostu nie rozumiała, co się dzieje.
„Wychodźcie, maluchy” – Inna kucnęła, rozkładając ramiona.
Dzieci przytuliły się do niej. Alicja schowała twarz w jej szyi, Tyomka po prostu stał obok, trzymając ją za rękaw. Spojrzał na ojca, którego prowadzono do wyjścia. Paweł nie podniósł głowy. Nagle wyglądał bardzo staro, żałośnie, zupełnie inaczej niż potwór, który godzinę temu zrujnował im życie.
Ratownicy medyczni weszli do mieszkania. Lekarka w niebieskiej kurtce natychmiast udała się do Inny.
— Spójrzmy. O rany, kość policzkowa… I ramię. Poparzył się pan?
„Czajnik” – odpowiedziała krótko Inna. „Czy będzie protokół z inspekcji? Potrzebuję go do mojego raportu”.
Lekarz spojrzał na nią ze zdziwieniem. „Oczywiście, że tak. Przecież nie robisz tego pierwszy raz…”
„Jestem dyspozytorką numeru alarmowego 112” – Inna zamknęła oczy, pozwalając lekarzowi przyłożyć zimny kompres do jej twarzy. „Wiem, jak to działa”.
Potem nadeszły godziny na komisariacie. Inna siedziała w biurze śledczego, pisząc zeznania. Każde słowo było dla niej walką, bolała ją ręka. Tyomka i Alisa spały na kanapie w pokoju dyżurnym, przykryte kurtką Denisa.
„Inno Jurjewna, czy rozumiesz, że on może próbować wyjść za kaucją?” – śledczy, młody mężczyzna o zmęczonych oczach, obracał długopis w dłoni. „Jego referencje z poprzedniej służby są dobre, z wyjątkiem »okoliczności osobistych«”.
„To nie zadziała” – Inna położyła zepsuty zegarek na stole. „Ma wbudowany rejestrator. Aktywuje się przyciskiem paniki. Wszystko jest nagrywane: groźby, uderzenia i próba włamania do pokoju dziecięcego”.
Śledczy uniósł brwi. „Czy sam to zainstalowałeś?”
— Ja. Życie nauczyło mnie, że w naszej pracy lepiej mieć dodatkowy pilnik niż dodatkową bliznę.
Wyszła z wydziału, gdy niebo zaczęło się rozjaśniać. Kołomna się budziła. Nieliczne autobusy pełzały po swoich trasach, zamiatacze ulic drapali asfalt. Miasto było zwyczajne, codzienne.
Denis zawiózł ich do domu swojej siostry. Inna nie chciała wracać do mieszkania, gdzie drzwi były połączone nicią i kawałkami taśmy klejącej.
„Dziękuję, Denis” – powiedziała, wysiadając z samochodu.
„Inna” – zawahał się. „Kiedy… zaczynasz swoją zmianę?”
— Pojutrze. Harmonogram nie czeka.
Poszła do mieszkania siostry. Położyła dzieci spać. Rita, jej siostra, w milczeniu postawiła przed nią filiżankę herbaty.
„Jak się masz, Inka?” zapytała cicho.
Inna spojrzała na swoje dłonie. Na nadgarstku widniał czerwony ślad po oparzeniu, a obrączki ślubnej brakowało – zdjęła ją na komisariacie i wyrzuciła do śmieci.
„Wiesz” – Inna popijała herbatę. „Najdziwniejsza jest cisza. W pracy zawsze słyszę setki głosów w uszach. Krzyki, łzy, błagania. A teraz – jest cicho”.
Podeszła do okna. Na parapecie stała doniczka z pelargoniami, które Rita zapomniała podlać. Liście były suche na brzegach i kruche. Inna napełniła szklankę wodą i powoli wlała ją do ziemi.
Wiedziała, że czekają ich rozprawy, podziały majątku i trudne rozmowy z dziećmi. Wiedziała, że Paweł będzie prosił o wybaczenie, groził, a potem prosił ponownie. To był standardowy scenariusz; widziała go setki razy w swoich aktach.
Ale dziś jej własna karta była zamknięta. Status: „Zakończone. Pomoc udzielona”.
Inna dotknęła kości policzkowej. Skóra była napięta i gorąca, ale ból już nie miał znaczenia. Zerknęła na zegar na ścianie. Szósta rano. Początek nowej zmiany.
Wyjęła telefon z torebki i przejrzała wiadomości. Svetik napisał: „Jesteśmy z tobą. Denis mi wszystko opowiedział. Odpocznij trochę”.
Inna położyła telefon ekranem do dołu na stole.
Muszę kupić nowy zegarek. Z mocnym szkłem. I takim, który nie zacina się.
Zgasiła światło w kuchni.
Dziecięce buciki stały na korytarzu – trampki Tyomki i różowe kozaki Alisy. Inna wyprostowała je, układając w równym rzędzie. Zamknęła drzwi do pokoju, w którym spały dzieci.
Pusty kubek pozostał na kuchennym stole. Inna umyła go, wytarła i schowała do szafki. Porządek. Wszystko musiało być w porządku.
Usiadła na krześle przy oknie. Pierwszy trolejbus powoli przejechał za szybą.
Inna złożyła ręce na kolanach.