Rozmowa, której nie dało się już uniknąć
Do Kielc dotarłam późnym popołudniem. Teresa otworzyła drzwi i od razu spojrzała na mnie uważnie.
– Wyglądasz okropnie – powiedziała bez ogródek.
Skłamałam, że jestem zmęczona podróżą.
Nie uwierzyła.
Kilka godzin później zadzwonił Grzegorz.
Rozmawiał zupełnie normalnie. Spytał, czy dojechałam i jak czuje się Teresa. Dopiero pod koniec przypomniał sobie o telefonie.
– Nie widziałaś mojego telefonu? Chyba został w domu.
Powiedziałam, że leży na szafce.
Nie zapytał o nic więcej.
Nie domyślił się. Albo udawał, że się nie domyśla.
Kiedy skończyłam rozmowę, Teresa spojrzała na mnie i spokojnie powiedziała:
– Powiesz mi, co się dzieje?
Tym razem nie potrafiłam już milczeć.
Opowiedziałam jej wszystko. O wiadomościach, o Adze, o pół roku kłamstw i o zdaniu, które nie przestawało dźwięczeć mi w głowie.
Słuchała uważnie. Nie przerywała. Nie oceniała.
Kiedy skończyłam, zapytała tylko:
– I co teraz zrobisz?
Nie znałam odpowiedzi.
Mogłam wrócić i zażądać wyjaśnień. Mogłam udawać, że nic nie wiem. Mogłam zadzwonić do dzieci i wciągnąć je w ten chaos.
Ale tamtego wieczoru nie zrobiłam nic z tych rzeczy.
Zostałam u siostry. Pomogłam jej przygotować się do snu, pozmywałam naczynia i rozłożyłam sobie kanapę w małym pokoju.
Leżąc w ciemności, słuchałam odgłosów samochodów przejeżdżających za oknem i myślałam o tym, że następnego dnia będę musiała zmierzyć się z prawdą.
Nie wiedziałam jeszcze, jak to zrobię.
Wiedziałam tylko jedno.
Autobus do Kielc zawiózł mnie znacznie dalej, niż kiedykolwiek planowałam.