Dla wielu osób smażony dorsz to nieodłączny element wakacji nad Bałtykiem. W smażalni łatwo uwierzyć, że na talerz trafia ryba świeżo złowiona z morza. Rzeczywistość często jest jednak inna, a popularny wybór może okazać się kosztowną pułapką.
Istnieje lokalny gatunek, który latem wypada lepiej pod względem świeżości, ceny i smaku. To flądra, czyli stornia.
Dlaczego dorsz nad Bałtykiem często nie jest lokalny?
Zamawiając dorsza w szczycie sezonu, wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że najczęściej je rybę z importu, która przebyła tysiące kilometrów w zamrażarce.
Od lat we wschodniej części Morza Bałtyckiego obowiązuje rygorystyczny unijny zakaz komercyjnego połowu dorsza. Powodem jest krytyczny stan jego populacji. Oznacza to, że filety oferowane w smażalniach pochodzą zwykle z odległych łowisk na Atlantyku albo z norweskich hodowli.
Zamiast świeżego posiłku z lokalnego kutra, na talerz trafia więc ryba mrożona, często sprzedawana w bardzo wysokiej cenie.
Flądra, czyli letni wybór z Bałtyku
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z flądrą, znaną też jako stornia. Latem przypada jej najlepszy sezon. To właśnie tę rybę bałtyccy rybacy regularnie wyciągają z sieci o poranku.