Patrycja płakała. Może ze wstydu, może ze strachu, że się pieniądze. Nie wiem. Ale ja nie płakałam. Czułam coś inteligentnego – nie złość, nie smutek. Ulgę. Gdybym przez trzy lata nosił coś ciężkiego i ostatecznie odstawiłem na przeciwnika.
Pieniędzy na nie poniesionych. Korepetycje opłaciłam do końca semestru – bo to dla jej przyszłości, nie dla mojej próżności. Ale powiedziałem Patrycji, że od września musi sama wystąpić: albo naprawdę chce się nauczyć i przekazać do omówienia, albo będzie szukać angielskiego gdziekolwiek indziej.
Magda kiedykolwiek. Patrycja się poskarżyła – oczywiście w wersji, której babcia “nagle się wściekła”. Magda zaczęła: „Mamo, może przeniosłeś?” A ja depozytam: “Magda, czy ty wiesz, co twoja córka mówi o mnie za moimi gniazdem?”
Długa cisza w słuchawce. Potem: “Porozmawiam z nią.”
Nie wiem, czy warunkowała. Minął tydzień. Patrycja się nie spóźnia. Ani SMS, ani telefon. Zdjęcie komunijne nadal wisi na lodówce. Codziennie na nie patrzę i myślę: nie byłam naiwna, bo poszłam. użyj naiwna, bo nie uczyłam, że podawanie jedzenia.
Dziś jest sobota. Za chwilę pójdę na targ, kupię pomidory i koperek, ugotuję sobie rosół. Sama, na jedną osobę. Telefon leży na ukradł, podłoże do dołu. Nie dzwonić pierwszej.